Po latach pracy na MPC One i wcześniejszych generacjach, w końcu w moje ręce trafiło nowe dziecko AKAI, czyli MPC Live III – i muszę przyznać, że to dokładnie ten krok naprzód, na który czekałem. Sprzęt wygląda i czuje się profesjonalnie od pierwszego dotknięcia – solidna obudowa, większy ekran dotykowy, nowe przyciski i te charakterystyczne, responsywne pady, które od razu zachęcają do grania.
Najbardziej uderza płynność całego workflow – system reaguje szybciej, a nowe funkcje, jak ulepszony Air FX, clip launching, stem separation czy pełna integracja z MPC Software 3.0, robią ogromne wrażenie. Możliwość rozdzielenia wokalu, bębnów i basu w locie bez komputera to coś, co jeszcze niedawno było nie do pomyślenia w standalone.
Na plus zdecydowanie też nowy interfejs audio, większa liczba wyjść i wejść, oraz łatwiejsza integracja z zewnętrznym sprzętem – syntezatorami, efektami czy nawet preampami pokroju Heritage Audio. Wreszcie czuję, że to prawdziwe centrum produkcji muzycznej, a nie tylko sampler.
Oczywiście nie jest idealnie – system wciąż ma momenty, w których przydałby się drobny update optymalizacyjny, a waga urządzenia to nieco więcej niż poprzednio. Ale to niewielka cena za tę ogromną elastyczność i moc.
W skrócie: MPC Live III to narzędzie dla tych, którzy traktują muzykę serio. Jeśli znasz workflow MPC, zakochasz się w tym sprzęcie od pierwszej sesji. Jeśli dopiero zaczynasz – to najlepszy moment, by wejść w ten świat.
To już nie tylko sampler. To pełnoprawne studio w pudełku, które naprawdę brzmi i reaguje jak analogowy instrument przyszłości.