g
Unikatowa historia zaklęta w gitarze
Pisać o brzmieniu tej gitary jest mi nieco niezręcznie, bo stawiając się w roli oceniającego kultowego J-45, musiałbym pozjadać wszystkie muzyczne rozumy i mieć niesamowitą pewność siebie, by pozwolić sobie na dyskusję z legendą przyprawiającą tymże brzmieniem o ciarki na całym ciele. Chciałem w tej opinii dotknąć czegoś innego - wykonania. Każdy cal tej gitary to ślad pracy ludzkich rąk. To naprawdę widać. Jest wręcz przywilejem oglądanie tego instrumentu, który mówi "zbudował mnie człowiek", jest relaksem, spokojem i czymś coraz trudniej spotykanym w świecie lubiącym produkty wyglądające jak powielone w nieokreślonej liczbie komputerowe wizualizacje wyjęte z ekranu o wysokiej rozdzielczości. Gibson jest naturalnie żywy, jest rzemieślniczy, jest taki, jakim oceniło go ludzkie oko, dotyk i słuch. Wydobywanie z niego dźwięków to luksus nad luksusy. Słychać w nich drewno, drewniany rezonans – coś nieprawdopodobnego. Teraz rozumiem, o co chodzi w różnego rodzaju filmach, na których pokazuje się egzemplarze Gibsona, choćby było ich sto z jednego wzoru. Każdy jest inny, jak ludzie, jak efekty pracy ludzkich rąk. Ta gitara niesie w sobie kawałek historii ikonicznego Gibsona, czas, który spędziła w fabryce to wycinek legendy wybrzmiewającej podczas każdego grania, a nawet podczas spoglądania na nią. Czy kupiłbym tę gitarę drugi raz? Kupiłbym drugi i trzeci, a potem czwarty, piąty i szósty...
0
0
Zgłoś nadużycie