Nareszcie. Po tylu latach marzeń, pudło w Gibsonem stanęło w moim domu. Pierwsze wrażenie po otwarciu futerału było jedno: po prostu piękna i przede wszystkim moja. Ten głęboki, czarny lakier zestawiony ze złotym osprzętem ma w sobie coś z wyrafinowania, na którego warto było czekać. Ale to przecież wygląd to tylko wstęp do tego, co się stało przy pierwszym uderzeniu w struny.
To był po prostu szok. Spodziewałem się dobrego dźwięku bo miałem wcześniej gitary tej klasy, ale dostałem w tym wypadku coś znacznie większego. Gitara ma zwarte brzmienie, skoncentrowane, uderzająco jasne i przejrzyste. Kapitalny balans obu przetworników sprawia, że idealnie ze sobą współbrzmią i uzupełniają się. Pickup przy mostku daje dzwonkową szklistość, natomiast pickup przy gryfie jest ciepły, ale – co dla mnie kluczowe – ani trochę nie mulisty.
Wygoda gry na tym instrumencie to zupełnie coś innego niespotykanego w Gibsonach. Gryf jest smukły, niesamowicie komfortowy. Palce pewnie lądują na progach, nie męczą się i nie ślizgają. Ważne jest to szczególnie dla kogoś, kto dba o detale. Gitara nie ma tendencji do rozstrajania dźwięku przy mocniejszym nacisku na próg a sam dotyk palca na podstrunnicy daje poczucie pewności i delikatności.
Ta gitara ma w sobie coś niezwykle rzadkiego, muzyk nie musi cały czas myśleć przez pryzmat ograniczeń instrumentu. Muzyk nie męczy się, a gitara daje mu pewność i pozwala reagować w czasie rzeczywistym. Czujesz, że nic cię nie blokuje i możesz mieć niesamowitą swobodę w improwizacji i komponowaniu. Są momenty, że zatrzymuję się w trakcie grania i myślę: „to brzmi naprawdę dobrze”. Łatwo się w niej zatracić. Z tym instrumentem można się po prostu zespolić i zacząć go darzyć szczerym uczuciem.
Nieważne, czy gram delikatny pop/soul, czy uderzam w hard rock czy metal – gitara gra to co chcesz i jak chcesz żeby było zagrane. Fantastycznie przenosi grę i twoje emocje na wzmacniacz, niezależnie od tego, czy muskasz delikatnie struny, czy mocno w nie uderzasz. Dźwięk jest szlachetny, przestrzenny i przebija się w miksie nawet kiedy jest na drugim planie jako akompaniament.
Nie będę udawał – zdarza się, że mam łzy w oczach, kiedy na niej gram. To nie jest tylko instrument. To spełnione marzenie.